Plagiaty na studiach
Studenci bardzo często wykorzystują w swoich pracach słowa ludzi, których nawet nie znają. Przypisują sobie w ten sposób prawo ich stworzenia.Odważnych nie brakuje. Student może posunąć się do tego stopnia, aby postawić na szali tytuł licencjata i magistra. Wypożyczanie na wieczne oddanie słów innych ludzi jest przez polskie prawo karane. Wykryty nawet po czasie plagiat skutkuje odebraniem obronionego tytułu. Klika lat temu w Łodzi miał miejsce bardzo ciekawy przypadek dotyczący plagiatu. Sytuacja rozegrała się na Uniwersytecie Łódzki, kiedy to pewna dziewczyna przyniosła swojemu promotorowi do zatwierdzenia pracę magisterską. Studentka zadała sobie wiele trudu, aby znaleźć pasującą do jej tematu gotową pracę, bo było to dość specjalistyczne i mało popularne zagadnienie. Nie wiedziała jednak, czyją pracę sobie pożyczyła. Na jej nieszczęście, była to praca promotora, który kilkanaście lat temu ją bronił przed komisją i uzyskał dzięki niej tytuł magistra. Chyba większego pecha owa studentka mieć nie mogła. Bardzo dobrym rozwiązaniem w walce z przypisywanie sobie cudzych słów okazują się być programy antyplagiatowe. Jest to skuteczny sposób pozwalający utrzymać studentom w tej kwestii samodyscyplinę.
Jest wielu studentów, którzy po prostu nie mają czasu, aby pisać samemu prace. Zlecają to swoim kolegom, a nawet wykładowcą, którzy robią to za nich. Lewe prace to przypadłość wielu studentów. Bardzo często jest to spowodowane brakiem czasu, ale są tez przypadki, kiedy najzwyczajniej się nie chce tego robić. Jedni tracą, bo za napisanie pracy trzeba sporo zapłacić, inni zaś się bogacą. Jest to dodatkowe źródło przychodu. Na studiach pieniędzy nigdy za wiele i niezbyt bogaci studenci dodatkowym groszem nie pogardzą. Osoby piszące prace na zamówienie podkreślają, że jest niezłe źródło dochodu, ale z drugiej strony można wyciągnąć z tego bardzo negatywne wnioski. Wiele ludzi poprosi nie nadaje się na studia, a wykładowcy nie robią nic, aby wyeliminować najsłabsze ogniwa. Masowa produkcja magistrów znaczenie pogarsza możliwości znalezienia dobrej pracy. Cierpią na tym ci zdolniejsi, którzy muszą konkurować z nie dokształconymi magistrami. Poza tym zmienia się postrzeganie studenta na rynku pracy. Pracodawcy dochodzą do wniosku, że są oni źle przygotowani do zawodu. Jeden zły student może zmienić zdanie społeczeństwa o całej akademickiej rodzinie.
Studenci są bardzo przedsiębiorczy. Oszczędzają na wszystkim z wyjątkiem piwa.Czy można przetrwać studia i nie kupić ani jednej książki? Okazuje się, że tak. Studenci raczej nie inwestują w ksiązki, inwestują w ksero. Niektórzy prowadzą w tym kierunku studencki biznes. Posiadanie kserokopiarki w akademiku jest bardzo przydatne i dodatkowo można na tym zarobić. Wystarczy małe ogłoszono i zaczną przychodzić tłumy, aby kserować. Student kseruje bardzo dużo. Na porządku dziennym jest kserowanie książek. Nikt się tu nie przejmuje, ze jest to nielegalne i oficjalnie podlegające karze. Kto by kupował drogie książki? Wydawnictwa wychodzą naprzeciw temu problemowi stosując dyskontowe ceny, ale to i tak jest droższe. Jeśli cena jest bardzo zbliżona do ceny skserowania danej książki, to jest to robione kosztem jakość książkowej pozycji. Być może papier jest cieńszy, opraw miękka. Można bardzo długo dyskutować, czy kserowanie cudzych treści jest etyczne, czy też nie. Każdy ma swoją opinie na ten temat. Z drugiej strony zmuszanie studenta do kupowania książek po niebotycznych cenach, także można uznać za nieetyczne.